Marek Przybya - Ksiga Sztuki
Klucz barw
Klucz barw częściowo powstał samoistnie. Przypisanie realnej osobie określonego koloru było podyktowane indywidualnym wyborem. I pozornie irracjonalnym aktem kreacji. Z powodów emocjonalnych i motywów sentymentalnych kolory znalazły sponsorów nieprzypadkowych. Zestawienia barw i imion są więc wyższej natury. Nieomal wszystkie te spotkania wynikają z tego, że osoby, z którymi skojarzyłem barwy po części noszą je w sobie – moim zdaniem – jako barwy główne. Ale oczywiście nie tylko, mają również inne barwy dopełniające. Te realne osoby były bądź są w różnym stopniu bliskie, znaczące, ważne, inspirujące. Opatrzenie barwy jednym imieniem to też tylko umowny zabieg, bo otwartość barw jest nieograniczona i imiona w liczbie dowolnej zostałyby przez barwę, na pewno, przyjęte bez uprzedzeń. Te swoiste portrety kolorów sprawiły mi przy ich sporządzaniu wiele radości. Ontologicznej, ale i tej z samych „trzewi jestestwa”, że się tak anachronicznie wyrażę. A ta radość płynęła stąd, że dotykając poszczególnych barw i ich aspektów czułem, że zbliżam się – jak nigdy wcześniej – do czegoś nieuchwytnego, delikatnego i w tym momencie istotnego dla mnie. Ośmieliły mnie do tej pracy bliższe spotkania  z osobami, personami i fenomenami barw, wchodzącymi we wzajemne, często zażyłe związki.


Pieśń pierwsza
POCHWAŁA CZERNI


CZERŃ: rozległa i płodna kraina. Żyzna czerń żywi moją wyobraźnię. Zapłodniona wyobraźnia rodzi w aksamitnym wnętrzu swoich komnat wszystko. Czerń to Imperium Suwerennej Tajemnicy. Nieposkromiona jest płodność czerni. Istnieje wielość barw czerni. Jest czerń słoniowa, winoroślna, kostna, chińska, mineralna, grafitowa. Odcieni czerni również. Czerń, na którą nałożono biel może mieć odcień niebieski, brązowy, szary, granatowy. Bywa więc, ze kolor czarny jest pełny, bogaty, sam jest przeciwbarwą dla każdej innej barwy. Pełnoprawny tak jak żółty czy zielony. Czerń pełni rolę jak żaden inny kolor przysłony ciemności. Ciemności, która jest wyjałowiona z barwy. Ciemności, która przeraża, bo trudno jest sobie wyobrazić nieistnienie barwy. Bezbarwność. Choć niewidzący żyją w takim świecie. Ale czy jest to świat bez barwy, tego nie wiemy. Czarność czasem pełni rolę filtra, śluzy do innego obszaru, jakości. Czerń wzmacnia natężenie innych kolorów w swoim sąsiedztwie. Czerń bywa dynamiczna albo pasywna, lśniąca lub matowa. Miękka lub twarda. Głucha lub dźwięczna. Szorstka lub gładka. Zimna lub ciepła. Żeńska lub męska. Wonna lub cuchnąca. Istnieje taki rodzaj wiedzy, który unika rozgłosu. Ta wiedza chroni się czasem w komnatach czerni. A czasem z nich wycieka. Rylec księżyca tnie kotarę czerni i olśniewający – bo nie oślepiający – rysunek głodu ukazuje oglądającemu erotyzm nieba. Czasem, oślepiający (jednak) blask – zanim wypali oczy i zajmie duszę trawiącym żarem – przedrze się przez misterium czerni, by ukazać zdumionemu patrzącemu, na mgnienie, widoki i obrazy, które pamiętać będzie zawsze zanim opuści jaskinię wtajemniczenia. Ziarno głodu zostało upuszczone w urodzajny czarnoziem. Sekretne pulsowanie dzieł. Czerń jest niezgłębialna. Czerń nie ma dna. Nigdy nie sięgniesz jądra czerni. Jej kopalnie są niewyczerpalne. Możesz dotrzeć do pokładów pierwotnej energii, ale nie dalej. Czerń to kolor jeszcze otwartych oczu. Czarność to jeszcze czerń – choć powieki są już opuszczone – do której przywiera lepki niepokój. Ciemność zaś to czerń, do której klej strachu przywarł na dobre, trwale zaciskając powieki. Przedziwna i osobliwa jest psychologia czerni. Istnieje taki rodzaj niewiedzy, która wypiera wiedzę: CZERŃ.

Pieśń druga
BIEL JERZEGO


Jerzy zagrał na trąbie trzeciego dnia. A trąba była biała perłowolśniąca. Dźwięk jej tak potężny i przejmujący, że obawiając się niebywałej mocy tego dźwięku Jerzy wybrał moment, gdy ukryje go pośród brzmień innych instrumentów. Otuli go nimi i wytłumi jego siłę. Ta dzika, metaliczna, pierwotna fraza, którą wydobył z siebie Jerzy i nagłośnił trąbomuszlą to czysta, niewinna pieśń bieli. Jerzy wiedział co robi. Wcześniej pracował w warsztatach kolorów i znał je dobrze. Wiedział o nich sporo, tyle że dawno łączył kolory jak ingrediencje i tworzył zaczyn malarstwa. Dopiero teraz jednak zdecydował, że stworzy własny odcień bieli. Składnikami jej nieodzownymi będą w kolejności: krew kobiety-dziecka, której strumień krwi pił nienasycenie ponad rok. Jej smak jeszcze dotąd miał na języku i w żyłach pulsujących niewygasłym pożądaniem. Złoto wytopione z iluminacji. Kurz z tynktury olśnień. Gwiezdny pył zebrany z wszystkich sennych, nocnych lotów. Albo zaledwie woskowina zakrzepła w uchu powietrza. I kiedy po kolejnym roku wypłukał lawę rtęci i różowy obłok z siebie wiedział, że jego biel ma już ten nieodzowny pierwiastek.
I powstał zwierzęcy ryk zrodzony z macicy trąby. Zuchwała kacerska pieśń radości. Taka biel, która jest brzemienna wszystkimi barwami. Jerzy wiedział, że jego biel stopi woskową obojętność boskiego ucha, każdego ucha, rzadką cechą: mleczną łagodnością mieszającą i łączącą wszystkie barwy. Ile trzeba spopielić uczuć, aby zebrało się dostatecznie dużo delikatnego pyłu, który jest już samą kwintesencją bieli.

Pieśń trzecia
BŁĘKIT MARKA


Kolor niebieski jest moim heroldem prawdy. Ten kolor nawet w najgłębszym tonie niczego nie skrywa, taką ma naturę. Jest taka barwa graniczna, gdzie kolor niebieski spotyka się z zielonym w połowie drogi. Chińczycy uczcili to dążenie do stopienia się w jedność nadając obu barwom jeden znak . Czasami kolor może przekroczyć swoje ograniczenia. Wówczas staje się stanem niepodległym. Stanem umysłu. Albo materią uczuć. Bądź mieszaniną obu. A gdy wyłonią się jeszcze inne powody do manifestacji barwy niebieskiej, powstaje substancja szczególnie ceniona przez alchemików Czterech Kolorów. Czy dostatecznie nasycony? Błękit belgijski, jak chcę go nazwać – albo jeszcze lepiej błękit Magritte’a, dojrzałem kiedyś przez koronę drzew w ogrodzie Bożka. Tak jakby ten ogród był źrenicą, która odbija niebo w paśmie fal zarezerwowanych dla wybrańców. Nawet jeśli to trwało okamgnienie i teraz ta studnia – oko, z dna której ujrzałem błękit, pokryła się bielmem, to ja już wiem, że ten ogród nie jest zwyczajny. A ponieważ wiem też, że nic nie jest [oczy]wiste, ostateczne i niezmienne, podejrzewam i czuję, że to oko przesłania inne, a ono jeszcze kolejne, i te oczy połączone jak diamenty są naszyjnikiem objawień spoczywającym na torsie POZNANIA. Wszystkie błękity mogą magazynować dowolną temperaturę. Obdarzone są również pamięcią, a nawet swoistą inteligencją. Błękit jest flagą przestrzeni, bezmiaru i spokoju. Błękit jest nieskończenie przezroczysty. Nawet turkus, który jest zakrzepłym konglomeratem nieba i oceanu.
I Lapis lazuli i liczna rodzina kobaltów o kamiennych ciałach nadal pozostają szlachetne, a ich kojące światło ociepla moje wnętrze.

Pieśń czwarta
ŻÓŁCIEŃ PAWŁA


Nie wiem dlaczego tę barwę skojarzyłem z Pawłem. Wiem natomiast dlaczego ten szczególny odcień stonowanej żółci pasuje do Pawła – jakim ja go widzę. Pawła, który już nie robi grafik – podań do najwyższej instancji, bo On już może rozmawiać z Nią bezpośrednio i wprost, odkładając wysublimowany język sztuki. Paweł był najłagodniejszym bodaj mężczyzną jakiego znałem. Był też niezwykle wrażliwy. Ten potencjał, który w sobie nosił ma dla mnie ten właśnie, miękki walor koloru żółtego, jakby lekko przykurzonego, a jednak nasyconego łagodnym słońcem. Podobny rodzaj nieśmiałego ciepła miał mój dziadek ze strony ojca. Żółcień ten jest szlachetnego gatunku i najwyższej próby, lecz nie oślepia nachalnym splendorem jak złoto. On raczej już dyskretnie powstrzymuje i nawet samą nazwą informuje, że jest złożony. Paweł w swojej twórczości był benedyktyńsko pracowity i niebywale precyzyjny. Miał ten rodzaj oddalenia od rzeczywistości, który kilka wieków wcześniej osadziłby go najprawdopodobniej w klasztornym skryptorium. Żółcień to uparte, systematyczne dążenie do celu, radość z tego płynąca i świadomość ograniczeń, nie umniejszająca tej radości. Mądra radość istnienia stale zasilana refleksją. Jest to blask jakby wycofany, samopowściągający się. Przy tym – pozornie sprzeczny – imperatyw doskonalenia się i perfekcji, maestrii wręcz, przywołuje obraz pustyni, jakim jest dla mnie pasja artystyczna Pawła. Żółcień zaś doskonale ten obraz maluje. Na koniec wiersz - obraz poetycki Pawła, który zachował się w moich zbiorach.

Koniec alei w oddali
Jest jak dziura w czasie –
Nieuchwytna krawędź
Między światłem a cieniem
Przepływająca między nogami

Piasek na wietrze – śpiewa
Dotknięty – umiera w rękach
I jest wart to co zawsze
A pył niepokoju który został
Starcza na szczęśliwe życie

Pieśń piąta
BRĄZ HENRYKA


Brąz jest barwą ziemi. Łączy się dobrze z zielenią. Z nią komponuje się naturalnie błękit. Peany do błękitów i Krajobrazy do śpiewania: pejzaż to pierwsze arkana Henryka. Ziemia pejzażu, którą przemierzył, jest tak rozległa jak nieprzebyta jest ziemia sztuki. Henryk jest także admiratorem wędrowania. Jego podróże odbywają się nie tylko w przestrzeni realnej i czasie linearnym. To pierwsza z wielu podwójności jakie poznamy stąpając po ziemi BRĄZU. Może nie odkryjemy do końca wszystkich sekretnych ścieżek i przenikliwych tropów, ale może przybliży nam to – choć trochę – tajemne laboratorium żywiołów jakim są portrety ziemi Henryka. I będziemy mniej kluczyć, znając klucze do pejzażu, które on posiada. Henryk maluje obrazy podwójne, a bywa, że i wielokrotne w sensie dosłownym i przenośnym. Jego kunszta pozwalają mu malować pejzaż i jego ducha równocześnie. Inny malarz Rene odkrył kilka własnych kluczy: do pól, do snów czy choćby znakomity Szklany klucz. Henryka zaś, to np. klucz do słów, klucz do gór czy Klucz podróży. Przywołałem tylko podobieństwa pozorne, bo to, że każdy uprawia ziemię własną [sztuki] jest dla mnie oczywiste. I to zestawienie jeśli chybione i niezręczne – będzie mi wybaczone – mam nadzieję, przez obu. Ziemię zieleni u Henryka porastają często jej autosymbole i plenią się w niej bujnie słowa. One są kolejnym z arkanów Henryka. Niedościgniona forma jego esejów nie raz rodziła zgubną myśl o wykradzeniu – gdybyż to było możliwe! - klucza jego stylu. Ale to, nawet gdyby się powiodło, byłoby święto-kradztwem. Ziemi świętej nie można okraść, niezależnie czy się ją bezcześci, czy tworzy jej ikony tak kunsztowne jak robi to Henryk wszystkimi swoimi arkanami. Brąz jest ciepłą barwą mądrości ziemi.

Pieśń szósta
CYNOBER – RÓŻ ANDRZEJA


Zanim powstanie przedstawienie obrazu, poprzedzają go zazwyczaj narodziny idei obrazu. Te bywają błyskawiczne bądź uporczywie długie. Zwłaszcza kiedy ma powstać nowy, autonomiczny obraz. On rodzi się zawsze w oku cynobru. W gnieździe płomieni gorącego metalu. Ale to wszystko dzieje się w bezmiernie odległej przyszłości, w zapomnianych eonach, w dzieciństwie metali, zanim paprociowe lasy grubą warstwą pokryły tłuste złoża rud. Wtedy ustaliła się płynna natura tej barwy. Jej płomienność, zdolność przenikania i łączenia, trawienia, manifestowania, rozszerzania i wzbogacania. Komunikacji, ale także trucia, wypalania, niestałości, gniewnej ucieczki lub beznamiętnego odejścia. Cynober pośród metali jest najgorętszy, zachował bowiem w sobie ogień narodzin. Jest barwą środka, pośredniczenia między często przeciwstawnymi jakościami. Bywa bezstronny, otwarty, najczęściej nie wdaje się w jałowość opowiadania się za którąkolwiek stroną. Ale też cynober jest egoistą, magiem, artystą i joginem seksu. Doza szaleństwa, jaką zawsze wnosi róż Andrzeja jest optymalna aby dotrzeć do prawdziwego człowieczeństwa i otrzeć się o boskość. Dusza cynobru wybiera człowieka i przenika do jego wnętrza, jak do naczynia, czyniąc go swoim pomazańcem. Jednak kapryśność barw sprawia, że nigdy raz na zawsze, i nieodwołalnie nie wypełniają jednego człowieka. Częściej goszczą okresowo, przenosząc się za nieodgadnionym impulsem w nowe miejsce. Znajdując kolejne lokum, otwierają przed wybrańcem burzliwy etap jego życia. Dzieje się tak również, gdy nagle opuszczają go, by często nie pojawić się więcej. Cynober jest kolorem, z którego użyciem mają problemy nawet bardzo doświadczeni i dojrzali adepci sztuki. Ale też spotkanie z tą barwą, prawie zawsze, bywa owocne.

Pieśń siódma
FIOLET URSZULI


Fiolet to obecność ujawnionej tajemnicy. Fiolet jest barwą złożoną, dwubiegunową: skazą duszy. Fiolet jest szczególną formą choroby. Jako taki, bywa rozległym rezerwatem jej symboli: zegara, kruka, katedry, trądu, mrocznego nieba, wiedźmy, lustra, Murzyna, dziecka płci męskiej, nocy, kamienia, nietoperza i ognia. Ekspansja tego koloru zdobywa coraz to nowe obszary dla smutku. Obejmując i mroczne, i jasne regiony duszy. Krucjata fioletu trwa odwiecznie pod chorągwiami: topora, diabła, bagna i bestii, Purpurowego wodorostu i mrozu. Kontury fioletu są wyraziste, kolczaste i ranią. Niebezpieczny bywa nawet bukiet fiołków. Fiolet infekuje podstępnie. Czerwony odcień tej barwy, nabrzmiały zmysłowością, maskuje wejście do krainy melancholii. Liczne jej prowincje przybrały nazwy: pustyni, ryby, zorzy, Ciężarnej klaczy, ołowiu, Nilu, obrzędu, Lodowych gór, wora, olchy i studni. Kiedy fiolet wchodzi w złotą epokę, biała zwykle skóra kobiet, przybiera delikatny ton magenty wyciekłej z peonii. Jest to barwa duchowej ekstazy z jej krętymi alejkami i labiryntami. Liczne są rzesze wyznawców fioletu. Jego religii gotowe jest bronić rodzime rycerstwo a nawet odziały zaciężne z odległych barw. Dewocja w granicach tego barwnika powołuje tajne stowarzyszenia, które przybierają nazwy: Klepsydra rtęci, Gotycki Amor, Błędny pasterz, Pan Błota, Garb Gnozy. Kiedy mistycyzm tych loży całkiem zwietrzeje, zostają przynajmniej obfite zapasy węgrzyna fioletu przetrzymywane w marmurowych cysternach i dębowych kadziach w podziemnych pracowniach. Lecz tą stężałą rzeką wina nie ugasi się barwidła. Fiolet jest wiecznie płonącym stosem namiętności.

Pieśń ósma
ZIELEŃ MAŁGORZATY


Skarabeusz z malachitu. Archeologia wspomnień. Turkus, turkus, turkus! Skromna trzcinowa łódź Izydy przypływa aż ze Starego Państwa, z Dolnego Egiptu mojej pamięci. Łódź snu, którą spłynęła Małgorzata: archaiczna, dziewicza namiętność. Platoniczna skamielina. Mumia miłości. Zielona toń i papirusowe zagajniki. Nenufary i lazur. Lotos i ibisy. Spokojny oddech. Radość oczekiwania. Słoneczny członek sięgający wód Południa. Zielna tkanka oddania. Wadżet, siostrę Tefnut otacza stado kaczek o smukłych szyjach. Moc zielonego węża pochodzi z mocy papirusu, a wspomaga władzę faraonów. Oni rządzą niepodzielnie jawą, ale wpływają też na bieg snów. Nożem w ręce faraona wodzi Wadżet, pociera nim niebo, które przejaśnia się, przemywa oko Re, potem swoje, a Tefnut pokrywa je wilgotnym światłem. Świątynne, zielonookie koty mrużą błyszczące ślepia bóstw. Lew zielony. Nocna łódź Re wypływa z Królewskich Ksiąg Zaświatowych. Mumia Ozyrysa kiełkującego odradza się, porasta zbożem. Zielenieje. Siła ureusza oplata laskę mocy. Zielononiebieskie pióra kaczek to koszulka gibkiej Wadżet. Paciorki z naszyjnika Tefnut mlecznej w kształcie kwiatów lotosu i owoców mandragory. Grynszpanowy lew. Religia szmaragdu. Sykomory cień. Miłość w świątyni. Lew z asfaltu spowity świętymi bandażami. Natryt, natryt, natryt! Nóż w dłoni nacinacza wiedziony ręką Zielonej miłośnie nurza się w ciele mumii.

Pieść dziewiąta
ZŁOTO MIECZYSŁAWA


Żuk gnojak toczy pod górę złotą kulę. Złoto jest już samo w sobie szlachetnym destylatem. Zmaterializowaną emanacją a zarazem oczyszczoną z nalotów pigmentu esencją. Jest probierzem dla każdego ciała, które się z nim styka. Złoto jest przewrotnym mędrcem, który cię niczego nie nauczy, jeśli tego naprawdę nie chcesz. Złoto pozostaje niezmienne. Zaś każdy, kto doświadcza jego mocy, określa się. Ten, który przyjmuje jego światło, blasku nie trwoni, a nawet go pomnaża i ten porażony ślepotą, który zasila ławy głupców. Złoto duchowe i złoto sfałszowane. Swąd transmutacji. Złoto. Złoto oświecenia i Złoty Cielec. Złoty proch drży na membranie sierpnia: pieśń cykad. Mosiężne misy o głębokiej barwie pylą eter. Pieśń i ton złota. Metalu pieśń. Wznosi się wysoko, wypełnia niebo. Strzeliste tony dzwonów, dzwonków, dzwoneczków, dźwięczą i wieńczą, sklepią firmament. Na który wylała się światła lawa. Słup światła drży, rezonuje, stroi z tym, który płynie z ust pieśniarza. Rodzi się świetliste ciało dźwięku. Złociste pienia. Sferyczne grania. Muzyka nieba. Potoczyste, brzękliwe, dźwięczne, brzmiące, drżące, przetaczają się fury ze złotym kruszcem. Pieśniarz łączy ten dźwięki w snopy, wiąże je wstęgą melodii i podrzuca w górę. Zanim posypią się i spadną, uderzą w słoneczny dysk, rozprysną się, rozświetlą, spłyną kaskadą światła i wypełnią konchy dolin. Złoty deszcz z dna nieba na ziemski firmament. Aby po czasie zgasnąć, zgnić, sfermentować, wciec do wnętrza jaskiń, do podziemnych kopalń. Czarny Chepri toczy pod górę, krawędzią piramidy słońca, złotą kulę boskich ekskrementów.

Pieśń dziesiąta
POMARAŃCZ BRYGIDY


Aksamitny sen żołądka. Chwytna i sprawna, gorączkowa i namiętna, dojmująca i sprawcza, obecna i rozkoszniosąca, jurna ręka Pomarańczu. Zrównoważyć naturalną i witalną energię tego koloru ziemskiej zmysłowości może tylko potężne ramię Czerni. Pomarańcz to barwa pełna sprzeczności. Kibić Pomarańczu jest gibka i sprężysta. Skóra jest jedwabista, ale bywa szorstka. Ekspansja i perystaltyka. Doczesność i więzienie pragmatyzmu. Pętla tautologii. Krótkowzroczna zapobiegliwość. Zaradność nienasycenia. Metafizyczna nerwica. Gastryczne horyzonty. Trajektoria potoczności. Paniczna duchowość. Powab natarczywości. Arszenik radości. Stado oksymoronów. Czułe stygmaty oranżu. Natrętność powabu. Teologia i krzepkie łydki pomarańczu. Soki trawienne. Kwaśna słodycz łaknienia. Pióropusz dżungli. Nieuchronność wypróżnień. Tętent wieczności. Histeria pochłaniania. Mineralia. Vegetabilia. Amorficzne ciało i muzyka Oranżu. Soczysta wilgotność barwnika. Sok niepokoju. Uluru w pylistym zachodzie słońca. Anus płonący. Mnisia pieszczota. Pożądanie harmonii. Astenia peryferii. Antynomie. Huty oranżu nieustannie wytapiają rudy. Croceus, Galbinus, Luteus. Pleroma? Kosmiczny odbyt. Zanim barwnik wsączył się we mnie kropla po kropli, słowa te wyjawił mi chutny duch barwy. Bo tego, że barwa pomarańczowa jak każda, wchodzi w mariaże z innymi kolorami, już nie musiał zdradzać. Oraz tego, że są to trudne związki. A już na pewno nie tego, że te mozolne koincydencje przynoszą, końcem końców, wiele dobrego w świecie materii jak
i ducha. Nawet wtedy, gdy wycieknie z nas ostatnia kropla barwnika.

Pieśń jedenasta
RÓŻ EWY


Róż to bardzo szeroka gama barwna w aspekcie optycznym, jak i przede wszystkim zabarwienie uczuciowe o niebywale rozległej skali chromatycznej. Różowy to wiecznie tętniące źródło miłości, również zmysłowej. Afrodyta jest znakomitą personifikacją żywiołu tej barwy. Róż to duchowy kolor niewinności. Róż jest pośrednikiem pomiędzy człowiekiem a Bogiem, pomiędzy niebem a ziemią, pomiędzy tym, co na górze, a tym, co na dole. Róż cielesności i duchowy odcień różu. Ciemny róż łączy rozdzielone, jest kolorem jednoczącej miłości duchowej. Róż to stałe zaproszenie do uczty, od nas zależy czy będzie niebiańska czy ziemska. Różowy dla Chińczyków to róż szminkowy. Jest nazywany również brzoskwiniową czerwienią i jest kolorem nierządu, symbolizuje frywolność kobiet. A z drugiej strony brzoskwiniowy jest dowodem mistrzowskiego opanowania nieprzeciętnych zdolności, wyznacznikiem pozycji w hierarchii ducha. Róż jest symbolem najwyższego oddania. Używają go ci, którzy posiedli już niedostępne innym umiejętności, jak i nowicjusze. Obie grupy są od razu rozpoznawalne. Bogactwo nazw rozlicznych odcieni różu jest nieprzebrane, a to stąd pewnie, że mieszała je finezyjnie sama natura. Róże Saturna i Marsa, od nazw kwiatów; liliowy, rezedowy, goździkowy; od nazw geograficznych: neapolitański, wenecki, angielski, indyjski, perski, turecki, chiński. Moim ulubionym, między innymi, jest odcień różu pink flamingo, biorący się stąd, że mięso krabów stanowi sporą część diety flamingów. Jest też różowy kolorem szczególnym, kiedy przybiera odcień skóry ludzkiej, nazywany różem cielistym.

Pieśń dwunasta
SZARY IRENY


Szarość będzie zawsze dążyć do równowagi i harmonii. To idea fix tej barwy. Szarość niesie w sobie ciepło, przyjazność oraz wiele z tzw. uczuć wyższych. Otwartość szarości na flirty z innymi kolorami i tworzenie udanych związków z nimi powoduje, że znajduje uznanie nawet u tych w końcu, których uwiodły wcześniej kolory i aury znacznie efektowniejsze. Szeroka jest skala odcieni szarości; cenareus - popielaty, colombinus- gołębioszary, canus – siwy, marines – szaromysi, polios – szary (siwe włosy), palumbus – światło wiosenne. Niezliczone, ciepłe brzmienia barwy o szlachetnym tonie niezbyt często są cenione powszechnie. A ich kojące, relaksujące działanie może być równie skuteczne jak np. łagodząca moc zieleni. Szarość gołębia jest wzruszająca i bardzo świeża, łagodzi napięcia z silnych wibracji innych barw. Szarość skłania do wyciszenia, łagodności. Popielaty jako unia przeciwieństw czerni i bieli jest zapomnianym wynalazkiem. Bury jest „materią” mocniej zagęszczoną od innych kolorów, dlatego jest bardziej „głuchy”, jakby mniej transparentny, niż pozostałe barwniki. Szary bywa też między innymi symbolem pokory, mgły, chmur, względności, teorii, ukrycia, ziemi, mądrości, czułości. Szarość może też wiązać się z łagodną odmianą bezwarunkowości, ale też ograniczeniami wynikającymi z bezwarunkowości miłości macierzyńskiej. Małżeństwa kolorów, dobieranie się barw w pary, wiedza o umiejętnym ich doborze to też jakby po części talenty swatowskie szarości. Szary może być elegancki, a nawet dystyngowany. Kiedy oświetli go światło księżyca, staje się srebrnoszary.

Pieśń trzynasta
SREBRO JACKA


To barwa łagodności, tolerancji i spolegliwości. Srebro to energia, która pozbawiona jest ograniczeń płci. Srebro to symbol światła rzeki, ruchliwości wód, płynności natury żywiołu wody. Uosobieniem najlepszym elementu wody jest legendarny Laozi, mistrz mądrości „wycofania” i filozofii niebytu, podróżujący na czarnym bawole wodnym. „Nie działanie”, jako najprostsza, ale zarazem najtrudniejsza forma afirmacji rzeczywistości, we wszystkich jej przejawach, to cecha często występująca u ludzi SREBRA. Również opiekuńczość, odpowiedzialność, rodzinny instynkt. Srebrny kolor często identyfikuje się z księżycem, a ja przypisałbym mu męskie cechy i długą, siwą, jedwabistą brodę. Jednocześnie srebrny ma interesującą dynamikę. Ludzie tego koloru są nieprzeciętni. Obdarzeni pewną „misją” do spełnienia. Srebro ma w sobie więcej światła niż koloru. Srebro to luminacja czysta, niejako wyzwolona z pigmentu. Światło to oświetla więcej i dalej. Srebro symbolizuje: sprawiedliwość, radość, czystość, niewinność, dziewictwo, czyste sumienie, wierność, szczęście, ducha, duszę, mądrość, wiedzę, noc, żeńskość. Srebro jednak, gdy dominuje w człowieku zbyt długo i nie jest wspomagane mądrością, bądź dobrocią innych barw może działać jednostronnie i ograniczająco dla wypełnionego tą barwą. Wszystko zależy od kąta i długości srebrnego promienia. Czasami, gdy światło barwy przygasa, staje się ona matowa, szarosrebrna. Poetycka imaginacja określa barwę księżyca jako srebrną.

Pieśń czternasta
KONTYNENT INDYGO


Indygo jest kamieniem filozofii, pod którym pogrzebana jest wiedza. Może być, lecz nie zawsze jest poznaniem. Często dostępu do niego bronią kapłani umysłu. Indygo to podziemne rzeki smutku, meandryczne, pełne ślepych syfonów i zatopionych sztolni. Ciekły szlak indygo jest drogą nocnej kontrabandy, cierpienia i nieuniknionej prawdy. Indygo to często niechciana, samopisząca się księga. Indygo jest trzecim okiem, którym nauczysz się kochać i cenić smutek. Dopiero kiedy przepłyniemy wpław i spokojnie ocean, indygo otworzy przed nami czcigodną giętkość. Tykwa przemówi, zagrzechota sroka. Słodkie ziemniaczane panny rozpoczną gorący taniec. Lud Łososia wykarmiony przez Matkę Cedru zmiesza soki żółtego cedru, czerwonego klonu i połączy z sokami indygowca i topoli. A rzeki napełnią się i spłyną łososiami – liśćmi topoli, opodal osad Ludów Srebrnego i Wiosennego Łososia i Łososia-Garbusa, aż pod Dom Tańczących Śledzi; miejsce dorocznych potlaczy. I to będzie list-znak indygo, przesłanie, spisane piórem kwezala dla bractw Kruka, Orki, Orła, Łosia, Borsuka i Foki. Jeżeli skierujemy się na południe przywita nas korona Andów. W oślepiającym słońcu tańczyć będą panny kukurydziane, taniec-pismo dla Ludów Lamy, Sępa, Pancernika i Jaguara, który zamieszkał w Świątyni Inskrypcji. Jedynie atramentem w kolorze indygo można bezkarnie i świadomie zapisać słowa: śmierć nie istnieje. To odległe dziedzictwo nieśli ze sobą starożytni przodkowie, w sakwach dusz, jak największy skarb, kiedy przekraczali suchą stopą nieistniejącą wtedy granicę kontynentów.

Pieśń szesnasta
Celadon


O siostry i bracia umiłowani w kolorze seledynowym opowiem Wam całą prawdę o kolorze waszym.
O sentymentalni wybrańcy naznaczeni seledynem, którzy składaliście
śluby wierności waszej barwie, przysięgając na laskę Honoriusza i wianek Astrei.
O wcielony seledynie – jądrze cienia śniegu.
O topniejąca góro lodowa – powidoku skał Prowansji.
O utajeni i jawni wielbiciele galaretek owocowych.
O łakomi pożeracze chrobotka reniferowego.
O rycerze Orderu Pistacjowego Słońca.
O pastelowi klucznicy Lodów Północy.
O skryci wyznawcy niedojrzałego agrestu.
O radośni uczestnicy Święta Pęcherza.
O miłośnicy kalarepy i dziewiczego bobu.
O niedźwiedziu polarny farbowany sinicami.
O entuzjaści słonecznikowego mleka.
O spiżowa wodo mrozu.
O niewinni pochłaniacze gumy balonowej.
O wierna i niewidzialna sowo śnieżna.
O niezliczone gęsi zapomnienia.
O tęczowa rakieto śnieżna.
O płomienna foko szczęścia.
O tkliwy harpunie wiatru.
O widmowe oczy zorzy.
O duchu arktycznego komara.
O odległe elektrownie lodowe.
O podlodowa arko sytości.
O wonne kobierce polarnego lata.
O odważni twórcy poematów miłosnych pisanych moczem na śniegu
pod iglo ukochanej.
O sentymentalny seledynie, przyjacielu polarnych pasterzy,
płatku pachnącej Prowansji,
platoniczny patronie patetycznych poetów!
                   Powinowaty
                                pokojem
                                          pokornie
                                                     poniżej
                                                                 pozdrawiam.


Pieśń siedemnasta
Ugier Janusza


Ugier; naturalny minerał, stosowany jako pigment był już w czasach prehistorycznych do malowania, zdobienia i ochrony ciała przed słońcem. Czerwoną ochrą pokrywano szkielety zmarłych. W Epoce Snów czerwona ochra jest pierwszą, świętą barwą; krwi, energii, ognia i śmierci. Materia która wypełnia woreczek żółciowy rentgenowskiego kangura to ugier. Ugier żółty jest herbem przeciętności, i pragmatyzmu; pozbawiony jakby wewnętrznego blasku. Zwłaszcza matowy może działać przygnębiająco jeśli występuje samodzielnie. Bezdenny i senny kolor depresji. Ugrową lamperię* wyobrażam sobie w korytarzach kafkowskiego ,,Procesu”. Czesi malują swoje domy najczęściej właśnie tym kolorem. Zmienia się i ożywa w parze z innymi kolorami. Żółta ziemia ochry emanuje swoistym ciepłem, im więcej przybiera czerwonego barwnika. Ale też spróchniałe drewno ma często ugrowy odcień. Ugier to drugi po czerwonej ochrze święty kolor Aborygenów; symbolizuje płyn, tłuszcz, wodę. Wzory na Tęczowym Wężu są malowane żółtą ochrą. Ugier to pustynia przed burzą piaskową. To smutek Antypodów, pies Dingo ma ugrową barwę sierści. Także wypalona słońcem trawa spinifex przypomina ugier. Kurpiowskie piaszczyste wydmy to lotny ugier. Żółć w stanie rozkładu, upokorzenia, pauperyzacji to ugier- barwa cesarstwa austrowęgierskiego u schyłku. Łuszczące się sieny z fresków wypalonych słońcem, malowidła z Groty Lascaux wszystko to sygnuje ugier.

Pieśń dwudziesta
KACZKA W SRACZKO - BURACZKACH


Ojcem duchowym i akuszerem idei sportretowania tego pasma fal jest ikonopis syreny dalmatyńskiej, który terminował w wielu barwach. Jego wrodzona psotliwość posunęła mi to wyzwanie. Sraczko – buraczkowy to piewca sfermentowanych uczuć, wątpliwych przedsięwzięć, niedokończonych prac. Patronuje nieudanym eksperymentom w kuchni barw. Ucieleśnia ludzkie słabości ale też jest gestem mocy i odwagi. Barwą tą maluje się skalanie i zbawienie jednocześnie. To barwa nieczystości, łamania barier, nieokiełznanej wyobraźni i boskiego szaleństwa. Inspirują ją duchy komedii del’Arte. To ubogi krewny z prowincji, parweniusz, mieszaniec wśród wysublimowanych barw rodowych. Barwa giermków przy wielkiej idei. Jest uciekinierem z krainy dobrego smaku. Święte pomyje z uczty szlachetnie urodzonych.
W skład tej licznej rodziny kolorów nienazwanych, wchodzą nierozpoznane przez uczonych malatorów; mądrości z wymiotów i treści wyssane z palca Edszu. Trzęsawisko dla zdrowego rozsądku, ale też trampolina, która wybija w inny wymiar. Sraczko – buraczkowy jest kolorem, który z powodzeniem opromienia co najmniej dwa, z procesów alchemicznej operacji; trawienie i putrefakcję. Kolory roztoczy chorych na rozwolnienie. Banici przekraczający granicę niosą go w sobie. Barwy kiedyś światłe i dostojne, które dostały się w nieporadne ręce –stają się brudne i nierozpoznawalne. Każdy wspaniały i czysty kolor, który dosięgną pozornie niezgrabne ręce flei staje się sraczko – buraczkowy i tylko wtedy, jako trickster najprędzej otworzy przed tobą sacrofanum.


 
 

Wykonanie strony: sza-sza homework studio